sobota, 7 marca 2015

Od Ifus CD Lucasa

-No nie wierzę. Śpiącej Królewnie chce się spać, mimo że spała prawie do 11 - powiedziałam. Zaśmiał się. - chcesz, to idź spać, tylko mi powiedz gdzie znalazłeś tego liścia.
-A po co ci to wiedzieć? - spytał. Podpaliłam najbliższego patyka.
-Żeby nie stało ci się to samo, co temu patykowi - warknęłam, starając się zabrzmieć groźnie.
-Nie zrobiłabyś mi tak - odpowiedział. Popatrzyłam na niego i uniosłam brwi w geście "jesteś tego pewien?"
-W górach - pospiesznie dodał.
-Okej. Teraz możesz iść spać.
-Dziękuję bardzo - odpowiedział mi sarkazmem i skierował się w stronę swojej jaskini. Ugasiłam płonący patyk i wyszłam z jaskini. Było zimno, ale to mi zbyt nie przeszkadzało. Spojrzałam w stronę gór.
-Jak to się stało, że nigdy wcześniej ich nie widziałam, mimo że były centralnie po zachodniej stronie mojego domu? - zapytałam samą siebie, po czym spacerem skierowałam się w tamtą stronę. Na wszelki wypadek już zawczasu wyciągnęłam miecz. Z gór biegł przejrzysty strumień. Wzięłam jakąś gałąź i włożyłam ją do wody, żeby sprawdzić, czy nie jest głęboka. Sięgała do połowy patyka, czyli mniej więcej do moich kolan. Teraz pacłam wodę łapą. Aż mną zatrzęsło.
-Rany, jakie to zimne jest! - znów powiedziałam do siebie i poszłam dalej na szczyt. Wbrew pozorom, wspinaczka była bardzo prosta. Ominęłam wiele jeleni i niedźwiedzi, bo po prostu nie chciało mi się ich gonić. Gdy dotarłam na "samą górę góry" zachwyciłam się widokiem. Wschodnią część rozpoczynała plaża oraz parę metrów dalej jezioro. Im dalej na zachód tym mniej piasku a więcej drzew. "To musi być las wiosenny"-pomyślałam. Na gałęziach było bardzo zielono. Nie widziałam innych kolorów, tylko zieleń i brąz. Jak okiem sięgnąć na zachodniej części watahy rozciągał się kolorowy las. To tu znalazłam Somnię. Skierowałam wzrok na północ. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy było jezioro. Tam, gdzie ono się kończyło widać było las. Cały we mgle. Przeszły mnie ciarki. Stąd ten las wygląda o wiele straszniej niż jest w rzeczywistości. Zaś po przeciwnej stronie biegła łąka. Widziałam też moją jaskinię, jaskinię Mirassę, oraz niewiele dalej Szarusi. Za jaskinią Władcy Uklei widziałam dom Xove. Zaczęłam się rozglądać za rośliną, którą Psuja Drzew mnie uleczył. Było tam mnóstwo roślin, ale wszystkie miały jakiś zgniłozielony kolor. Aż strach wziąć do łapy. Rzucił się na mnie niedźwiedź. Pff, chyba myślał, że wygra. Przecięłam go na pół mieczem i poszłam dalej. Niestety Luke chyba wziął ostatnią roślinę do uleczenia mojej rany. Przytłoczyło mnie poczucie winy.
-Co jeśli ktoś będzie bardzo ciężko ranny i nikt nie będzie mógł mu pomóc przez to, że na moją głupią ranę zmarnowano ten liść? - pomyślałam. Schodziłam w dół obarczając się coraz większą winą.
-Może to jest wielokrotnego użytku? Albo po protu ja tego nie umiem szukać... - zaczęłam mówić sama do siebie. Postanowiłam pójść na łąkę. Był ranek, więc miałam mnóstwo czasu na dojście tam. Spotkałam po drodze Lucasa.
-Nie śpisz już Władco Uklei, czy tylko lunatykujesz? - spytałam.
<Śpią.. to znaczy Luke?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz